Tym razem nie ziarno, a mandacik... pierwszy za żywota (cholerka), ale jak to mówią kiedyś musi być ten pierwszy raz. Policja nadciąga z PRZECIWKA, a mama-racer jakby nigdy nic grzeje jedyne 60/35mph. Boszzz, gdzie ja miałam oczy?!, ehhh!
Oczywiście nie zdawałam sobie sprawy z jaką prędkością pędziłam (no ba, patrzyłam przed siebie, a nie na prędkościomierz) więc jak mnie pani policjantka oświeciła, to stwierdziłam, że jest źle, bardzo źle, bo baby nie przegada, nie oczaruje oczętami a skończyć się może na wizycie w sądzie za reckless (brawurową jazdę) i odebraniem prawka.
Ale poddać się nie poddałam, tylko próbowałam panią nabrać na pełny pęcherz, bo w końcu mała cisnęła. :) W sumie żadna to ściema, ale dzięki temu, skończyło się tylko na mandacie, ufff. Jeszcze nie wiem ile taki wygibas pociągnie mnie po kieszeni, bo pani nie była w stanie udzielić mi takiej informacji (dziwne). Muszę zadzwonić pod podany przez nią numerek i wtedy się dowiem. Mam tylko nadzieje, że nie będzie w cenie laktatora, który sobie wczoraj wypatrzyłam.
Tiaaa, życie jest piękne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz