środa, maja 19, 2010

Jeszcze tylko maj, czerwiec i....

...wakacje :), które zaczniemy nietypowo od porodówki, a później hacjenda przez 12 tyg. czyli macierzyński. Tak, mam to szczęście, że będę mogła opuścić stanowisko pracy na CAŁE 12 tygodni, co w juesej można nazwać rarytasem (ba, nawet będę miała płacone 100%, a to już w ogóle raj na ziemi), ale z mojego punktu widzenia jest to czysty kapitalizm-brutalizm. Co prawda, jak wszystko dobrze pójdzie, to może nawet nie będę musiała brać pod uwagę scenariusza pozostawienia 3 miesięcznego maleństwa pod opieką obcej osoby, ale homo - nigdy nic nie wiadomo, ja do pracy wrócić muszę tak czy siak i w związku z tym trzeba być na wszystko przygotowanym więc na dzień dzisiejszy powrót do pracy po tak krótkim okresie czasu mnie przeraża. Ale, ale póki co, tryskam optymizmem i pracuje wytrwale dopóty, dopóki mi wody nie odejdą, a później się zobaczy.

1 komentarz:

ania pisze...

Wez, szkoda gadac. Pieprza o tej prorodzinnosci, a jak przychodzi co do czego to rzucaja 12 tygodni macierzynskiego. Nienawidze tego kraju za to.