niedziela, lutego 28, 2010

Grubas pospolitus

W miniony wtorek byłam na kolejnej rutynowej wizycie u ginekologa - akurat w półmetek (jakoś nie bardzo mogę w to uwierzyć, że połowa już za mną). Jak to na wizycie, najpierw sikamy do qbeczka, pielęgniarka mierzy ciśnienie (jak zwykle niskie, u mnie poniżej setki), waży, zaprasza do gabinetu co by posłuchać bicia serducha (mała widocznie jeszcze spała, bo serducho jej waliło 148/min, zazwyczaj miała powyżej 150, ale ponoć wszystko w normie). Następnie przychodzi doktorek (tym razem niski Azjata, z wielką kolorową muchą na szyi - prawie jak klaun :), patrzy w papierzyska, stwierdza, że dzieko rozwija się prawidłowo, wyciąga z kieszeni przyrząd w postaci centymetra, mierzy brzuch, pyta czy mam jakieś pytania, ja pytam, od odpowiada, po czym konkluzja wizyty, wygląda pani świetnie, wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, widzimy się za 4 tygodnie, tylko mam jedna uwagę, bardzo proszę zwrócić uwagę na wagę :)) - upsss o:o - bo wydaje mi się, że jak na połowę ciąży przytyła pani troszkę za dużo - upsss. Zwróciłam mu uwagę, że stanęłam na wagę w moich ciężkich kozakach, na co on, w takim razie odejmiemy 1,5kg, ale i tak uważam, że powinna pani troszku zwolnić, może jeść mniej słodkości.... yyy Słodkości??? Gdybym ja jeszcze na nie miała ochotę (ja raczej, mięcho, kiełbachę, twarogi... jak kobieta ze wsi rodem :). No cóż - basen, basen, basen... Na co doktorek, basen jak najbardziej wskazany, ale ja dorzuciłbym jeszcze cardio co by spalać kalorie :). Także zabieram mała i idziemy pomachać ciężarkami, bo w dzisiejszym niedzielnym menu przewidziane placki ziemniaczane (z gulaszem i pieczarkami w sosie béchamel'owym)...

1 komentarz:

thern pisze...

to po tych plackach nieżle musiałaś się namachać ciężarkami:P