niedziela, maja 23, 2010

Dzieci Wolnego Chowu

I ja chyba się do nich zaliczam. Pamiętam, że będąc szczenięciem, chyba 8/9-więcioletnim, pojechałam sama, korzystając z komunikacji miejskiej, na drugi koniec miasta po mamę do pracy. W dodatku była to podróż z przesiadką (tramwaj + autobus). Byłam z siebie naprawdę dumna i blada i wdzięczna rodzicom, że byli na tyle odważni aby mi zaufać i samą puścić. Ciekawe czy takie wspomnienia z dzieciństwa przełożą się na wychowanie naszego szkraba. Czas pewnie pokaże.

A dlaczego ja dzisiaj o tym? Otóż, przeczytałam właśnie ten oto świetny artykuł na gazecie wyborczej o dzieciach zielono-nóżkach.

Brak komentarzy: